Pierwszy dzień szkolenia praktycznego – 19.07.2011 – lot zapoznawczy
Wreszcie upragniony dzień
Zjawiam się na lotnisku około 8 rano. Czekam na swój czas do okolo 11. Okazuje się , że mam “zanik pamięci” kiedy siadam przed kokpitem. Czytam instrukcję obsługi samolotu cessna 150 i pamięć wraca. Z instruktorem omawiamy działanie przyrządów. Następnie instruktor objaśnia procedury przed startem samolotu, odkręcenie “kranu” paliwa, sprawdzenie iskrowników etc. Stoimy na pasie startowym na kierunku 09 , prawie zero wiatru, termika niezbyt korzystna ( o tym jednak przekonałem się dopiero podczas lotu). Startujemy (uczucie szczęścia przy jednoczesnym doppływie adrenaliny
) w głowie staram sobie zrobić review tego czego nauczyłem się na szkoleniu teoretycznym. Niestety nie potrafię z tej wiedzy skorzystać w tej nowej dla mnie sytuacji. Po wyrownaniu lotu obieramy kierunek na puszczę Niepołomicką dalej lecimy w kierunku Łagiewnik robimy krąg nad budowanym centrum Jana Pawła i kierujemy się w stronę Pobiednika. W trakcie tego lotu sam zapoznaję się z działaniem wolantu , jest ekstra
Jeśli chodzi o nawigację to niestety kicha – sądziłem ,że będzie to o wiele prostrze. Moje myśli co chwile zaprzątała myśl , że nauka nawigacji nie będzie prosta bo oprócz wzrokowej orientacji w terenie (umiejętność rozpoznawania obiektów na ziemi z powietrza) dochodzi jeszcze kontrola czy nie naruszamy przypadkiem strefy kontrolowanej (w moim przypadku CTR Krakowa) Dolatujemy do lotniska w Pobiedniku i pierwsze lądowanie (oczywiście ląduje instruktor) Na razie jestem na etapie takim , że nie wiem jak podchodzić do ladowania zeby nie przyziemić w polu buraków. Robimy “touch and go” robimy krąg nad lotniskiem i lądujemy na pasie. Po pierwszym szkoleniu jestm cholernie zadowlony. Obawiałem się , że może mój organizm nie będzie sobie radził z obciążeniami dodatnimi czy ujemnymi. Moje obawy się nie sprawdziły
Bardzo dobrze znioszę wszelkiego typu przeciążenia , kołysania czy turbulencje. Szczerze mówiąc nawet mi się podoba takie rzucanie samolotem. Lecąc benkiem albo airbusem napewno nie doświadczamy podobnych wrażeń. Tak więc pierwszy dzień szkolenia zaliczam do udanych, plan minimum wykonany: tankowanie, zaznajomienie się z instrumentami pokladowymi, posługiwanie się przepustanicą , wolantem, hamulcami (trzeba uważać żeby nie naciskać za mocno po wylądowaniu bo można ponoć przeorać pas śmigłem) hamulcami posługujemy się także manewrując po drodze kołowania. W czwartek 21 lipca kolejny dzień szkolenia praktycznego PPL ![]()
Poniżej Cessna , na której odbyłem swoje pierwsze szkolenie
Przelot nad kurdwanowem:
Lądowanie Pobiednik: